Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kreatywna Tosia i ja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kreatywna Tosia i ja. Pokaż wszystkie posty

11 listopada 2014

Jesienne liście

Po naprawdę aktywnym, obfitującym w różne wydarzenia i przepełnionym twórczą pracą październiku, listopad postanowiłam rozpocząć naprawdę leniwie. 
Dlatego ostatnie dni spędziłam na relaksowaniu się podczas generalnych przeglądów szaf z ubraniami. Dokopałam się w końcu do jesienno- zimowych ciuchów, które jeśli już będą w końcu potrzebne, to są gotowe. Zrobiłam przegląd u Tosi. Zamontowałam jej dodatkowy drążek na ubrania w szafie, na sukienki oczywiście. Rozpoczęłam walkę z mrówkami (czyt. generalne porządki w kuchni, zaklejanie wszystkich dziur, dziurek, otworów i szpar), które nie wiadomo dlaczego wdzierają nam się nam do mieszkania. Na razie efekty marne, ale nie poddaje się. Także miniony tydzień był... pracowity. Na szycie, klejenie, majsterkowanie i inne takie po prostu już mi chęci brakło. 
Mam na szczęście coś w zanadrzu, aby przerwać to blogowe milczenie.
Jakiś czas temu znalazłam na blogu Wioli InteriorsPL, pomysł na wykonanie jesiennej dekoracji, czyli ceramicznych liści. Strasznie mi się ten pomysł spodobał. Postanowiłyśmy z Tośka, że też zrobimy sobie takie listki, ale zamiast glinki plastycznej, użyjemy do tego celu masy solnej.

Zebrałyśmy kilka jesiennych, kolorowych listków.


Masę solną należy rozwałkować. Wałkowałam gdzieś na grubość 0,5 - 1 cm.


Następnie układamy na masie nasz liść, jego lewą stroną do masy oczywiście. Przykładamy kawałek papieru śniadaniowego, choć myślę, że zwykła kartka też może być i delikatnie, ale dokładnie przyciskamy, aby odbić naszego listka w masie. 
Z początku próbowałam też używać do tego wałka, ale liść się przesuwał i odbicie wychodziło nierówne.




Gdy odbicie mamy już gotowe, należy liścia wyciąć. Tu z pomocą przyszła Tosia. Wiadomo, im bardziej nierówne i postrzępione brzegi, tym lepiej- liść wygląda naturalniej.



Wykrojone listki odkładamy do wysuszenia. Podłożona gdzieniegdzie folia nada im naturalnie pofalowany kształt. 
Ja masę solną suszę w piekarniku, Niecałe 100 stopni, uchylone drzwiczki. Trochę cierpliwości i gotowe. Niechciane zadziory usuwam pilniczkiem lub papierem ściernym.



Czas na ostatni etap, czyli zdobienie. Tym już zajęła się Tosia. Pięknie pomalowane listki powędrowały do przedszkola do kącika przyrodniczego. 





Tak to z listkami było. Oczywiście też sobie kilka zostawiłam, ale niestety nie mam miejsca, by je tak ładnie wyeksponować jak Wiola, więc na razie czekają.
Mam nadzieję, że ten post napędzi mnie do działania, by nie robić tu już takich długich przerw. Zdradzę w sekrecie, że po ubraniowych porządkach czeka na mnie wór z rzeczami, z których coś bym chciała zrobić lub przerobić. Czas na pełną mobilizację. :)

Pozdrawiam.


13 października 2014

Dekoracje jeszcze raz

Jak ten czas szybko leci. Dopiero co planowałam przyjecie, a tu już po przyjęciu. Tym rodzinnym, domowym oczywiście, bo przed nami jeszcze szalone harce z kolegami z przedszkola, ale tam to już nic nie będę planować. Nich się zajmą tym panie, którym za to zapłacę.

I tak jak myślałam, że nie uda mi się na bieżąco dzielić z Wami relacjami z przygotowań, tak też się stało. Robota w rękach się paliła, komputer poszedł więc w odstawkę. Dlatego dziś jeszcze kilka zdjęć z serii "przed". Na fotorelację "po" zapraszam może już nawet jutro.

Ponieważ tak jak pisałam, tematem przewodnim urodzinek była "Kraina Lodu", dlatego głównymi kolorami dekoracji były: niebieski, różowy i biały. Zaopatrzyłam się więc w brystole w tych właśnie trzech kolorach i z nich głównie korzystałam.
Już ostatnio pokazywałam papierowe paski, ale to nie są te same, więc nie jest to rozwiązanie zagadki z poprzedniego posta. Te wykorzystałyśmy z Tosią do stworzenia czegoś na kształt śnieżynek.




Po sklejeniu ich końców powstały łezki, które Tosia układała w śnieżynki, a ja starałam się je ładnie posklejać w całość.




Jakoś to poszło, choć niektóre wyszły koślawe. Jednak po dodaniu jeszcze kilku elementów zaczęły wyglądać dużo lepiej. Niestety efektu końcowego tego dnia już nie zarejestrowałam. Ale pokażę je jeszcze, oczywiście, że tak :)


W sobotę natomiast cały dzień piekłyśmy. Znaczy, miałyśmy piec razem, ale Tośka wolała jednak iść na dwór z przyjaciółką. Wcale jej się zresztą nie dziwę, bo pogoda była tak piękna, że szkoda było siedzieć w domu. Pomogła mi jednak z zagnieceniu ciasta na ciasteczka i upieczeniu biszkoptu na tort.
Biszkopt się piecze.


A mnie nie pozostało nic innego jak wykrawać i ozdabiać.
Specjalnie na tę okazję razem z ozdobnym opłatkiem na tort, zamówiłam foremkę do ciasteczek w kształcie korony. Idealnie księżniczkowo.



Ciastek powstało prawie sto. Lukier różowy, lukier niebieski i wszystko jasne. Mam te moc :)



Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na kolejny post, w którym pokażę efekty końcowe naszych urodzinowych dekoracji.
Natomiast teraz zmykam robić zaproszenia dla kolegów Tosi na przyjęcie w sali zabaw.

08 października 2014

Dekoracje się robią

Na wstępie muszę coś spraostować. Otóż okazało się, że nie ma szans, by w sali zabaw podczas organizowanych tam urodzin, przynieść własne ozdoby i dekoracje, nie mówiąc już o przekąskach czy napojach :/ Jak ja się mogłam tego nie spodziewać. Taki ze mnie człowiek wielkiej wiary. No cóż. Nie to nie.

Ale... przecież na urodzinowego torta trzeba też zaprosić babcie, dziadka, wujka, ciocie. A nie zaproszę ich do sali zabaw, tylko do domu. Więc mam zamiar udekorować nasze mieszkanko, bo tego mi nikt nie zabroni.

Pokaże więc co już powstało:
Zestaw papierowych rozet. Gdybym dała radę, zrobiłabym ich 10 razy więcej i ozdobiła całą ścianę. Naoglądałam się tyle wspaniałych aranżacji z tymi rozetami, że zakochałam się w nich na zabój. Taka prosta, a taka wdzięczna dekoracja. Tosia dzielnie mi pomagała w ich tworzeniu.W końcu 5-ciolatka już potrafi zrobić wachlarz. Tylko jeszcze nie wiem jak je na tej ścianie zamocuję.



A po urodzinach je schowam i wykorzystam na święta. Zmienię tylko środki na takie, które będą pasować do świątecznych dekoracji.

Zrobiłam też przestrzenną piątkę.


Owinęłam niebieską "lodową" bibułą. Jak widać niezbyt dokładnie :)


Poprawiłam dwoma warstwami rozwodnionego wiloku z brokatem.



"5" stanie na stole, dlatego muszę jeszcze zrobić jakąś podstawkę, no i ozdobić porządnie, bo to nie jest jeszcze efekt końcowy.

A na koniec zagadka. Kto zgadnie, co powstanie z tych paseczków, które dziś cały ranek wycinałam. :)


Na razie to tyle. Reszta rzeczy czeka w głowie na zrealizowanie.

Pozdrawiam

20 lipca 2014

Trudna decyzja i balon na pocieszenie

Dziecięce rozterki i problemy. Czasami ich nie rozumiemy. Czasami wydają nam się strasznie błahe, a czasami sami chcielibyśmy takie mieć.
Tośka jakiś czas temu wybrała sobie w parku na spacerze balon. Nie taki latający z helem, tylko taki do trzymania w ręce, w kształcie tygrysa z dość groźną miną i dzwoneczkiem w środku. Kilka dni temu zaczął ją straszyć w pokoju wieczorami, więc trzeba było go wynieść. Wylądował w kuchni i tak sobie siedział w kącie, przeszkadzając i plącząc się pod nogami. W końcu zapytałam Tośkę, czy mogę go wyrzucić, argumentując moją decyzję tym, że się nim nie bawi, bo się go boi. Po chwilowym namyśle usłyszałam odpowiedź twierdzącą. Został on więc ciachnięty nożyczkami, spuściłyśmy z niego powietrze i wyrzuciłyśmy do kosza. Na pamiątkę został Tośce dzwoneczek. Tośka poszła, a ja zostałam w kuchni.
Po kilku chwilach widzę swoje dziecię jak powłócząc nogami, ze spuszczoną głową i z płaczkami w oczach wkracza do kuchni. Zatroskana pytam, co się stało.
- Bo mi się zrobiło żal tego balona i jestem teraz smutna- usłyszałam przez łzy.
Moje wrażliwe dziecko. No cóż, trzeba było wymyślić coś na pocieszenie. Następnego dnia zabrałyśmy się za zrobienie nowego balona, którego Tośka nie będzie się bała, i który ukoi jej smutek po stracie tamtego.

Zrobiłyśmy balonowego kota.


Tośka maluje kocią mordkę.



Teraz powstają kocie uszka.




Oczywiście nie może zabraknąć kocich wąsików.



No i łapki. Skomplikowana sprawa, ale dałyśmy radę.



A na koniec poskręcany koci ogonek.


I oto nasz balonowy koteczek. Prawda, że śliczny :) I już nie straszy po nocach.



Pozdrawiam.






11 lipca 2014

Statki na niepogodę

Kiedy w wakacje pogoda nie dopisuje, jako zmyślna mama muszę mieć w zanadrzu jakiś pomysł na zajęcie dla nudzącego się dziecka. Przez ostatnie dwa dni na szczęście miałam. Znalazłam kiedyś DIY jak zrobić statek z papieru. Bardzo mi się spodobał i postanowiłam zaangażować Tośkę do pomocy. Nie będę szczegółowo, krok po kroku opisywać co robiłyśmy, bo dla chętnych podaję linka "KLIK".

Wydrukowałam wzór i odrysowałam kadłub na tekturze. Posklejałam tak jak było w instrukcji. W tle Tośka cięła gazetę w paseczki, by poobklejać nią nasze stateczki.


Jak się później okazało, moje dziecko nie lubi się brudzić. Co? Przykleiła kilka pasków, po czym obrażona poszła spać. Obrażona na swoje brudne palce oczywiście. Resztę musiałam dokończyć sama. No nie przypuszczałam :)


Przez noc nasze statki porządnie wyschły. Nadszedł czas na ich pomalowanie. Tym razem brudne paluchy w niczym Tośce nie przeszkadzały. Wręcz przeciwnie. Malowanie poszło nam ekspresowo.



Kto zgadnie który statek jest Tośki, a który mój. :) 



Zamocowałyśmy maszty. Podkleiłyśmy klejem- magikiem. Okazało się jednak, że nie złapał zbyt dobrze. Poprawiłam więc klejem na gorąco. By nam nigdzie nic nie odpadło. 



Do zrobienia żagli użyłyśmy ścinków tkanin. Cały kosz musiałyśmy przekopać, by Tośka mogła wybrać w końcu tą właściwą, najbardziej pasującą oczywiście. Bardzo wymagające dziecko.


Przyszywanie żagla do masztu. No, tu już Tośka ma wprawę.


Zadowolona minka. To co lubię najbardziej. 


A oto nasze statki. Pierwszy Tosiowy- wypasiony. Kolorowy i dwustronny na dodatek. Istne cudo.



I mój. Taki stonowany, prosty, zwykły.



Zabawa była przednia. Statki wyszły super. A ja zainspirowana morskimi klimatami wyciągnęłam pudło z paroma zeszłorocznymi dekoracjami w stylu marine. Tak lubianym zresztą przeze mnie. W końcu mamy już lato, wakacje. Więc kilka takich drobiazgów jak najbardziej się przyda. Ale o tym innym razem.

Pozdrawiam




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...